niedziela, 26 stycznia 2014

Czerwone Wierchy



Czerwone Wierchy-masyw górski znajdujący się w ciągu głównego grzbietu Tatr Zachodnich,biegnie nim granica słowacko-polska.W ich skład wchodzą następujące szczyty Kopa Kondracka ( 2005 m n.p.m.),Małołączniak ( 2096 m n.p.m.),Krzesanica ( 2122 m n.p.m.) oraz Ciemniak ( 2096 m n.p.m.). Masyw położony jest nad dolinami: Cichą,Tomanową,Tomanową Liptowską,Kondratową,Małej Łąki,Miętusią i Kościeliską.Czerwone Wierchy rozdzielone są trzema przełęczami: Mułowa Przełęcz ( 2067 m n.p.m.) między Ciemniakiem a Krzesanicą,Litworowa Przełęcz ( 2037 m n.p.m.) między Krzesanicą a Małołączniakiem oraz Małołącka Przełęcz ( 1924 m n.p.m.) między Małołączniakiem a Kopą Kondracką.



Nasza Trasa: Kiry ( 927 m n.p.m.)  Cudakowa Polana ( 952 m n.p.m.)  Upłaziński Wierszyk ( 1203 m n.p.m.)  Polana Upłaz ( 1260 m n.p.m.)  Chuda Przełączka ( 1850 m n.p.m.)  Ciemniak ( 2096 m n.p.m.)  Krzesanica ( 2122 m n.p.m.)  Małołączniak ( 2096 m n.p.m.)  Kopa Kondracka ( 2005 m n.p.m.)  Kondracka Przełęcz ( 1725 m n.p.m.)  Kuźnice ( 1010 m n.p.m.)

Czerwone Wierchy jeden z głównych celów naszego zeszłorocznego wyjazdu w Tatry.Choć nie,to nasz główny cel a to z racji tego,że poprzednim razem musieliśmy zrezygnować z wejścia na nie jakąś godzinę przed celem ze względu na złą pogodę.Tak więc ruszamy u wylotu Doliny Kościeliskiej z Kir,jest bardzo wcześnie więc ludzi na szlaku niewielu a ci spotkani idą raczej wysoko w góry a nie do schroniska i z powrotem.Dochodzimy do Cudakowej Polany i wybieramy czerwony szlak na Ciemniak.Teraz przechodzimy mostkiem nad  Miętusim  Potokiem i pniemy się ostro w górę na Upłaziński Wierszyk,po jego osiągnięciu maszerujemy ścieżką pośród drzew i dochodzimy na Polanę Upłaz.Tutaj następuje pierwsza przerwa,trzeba dać trochę odpocząć nogą.Po kwadransie gdy już odetchnęliśmy idziemy w górę i przez pas lasu dochodzimy do grzbietu w którym tkwi skała Piec.W tym miejscu warto się zatrzymać na dłużej i zrobić trochę fotek na tle Pieca albo popatrzeć na wschód,gdzie wyłania się strzelisty Giewont ( my zrobiliśmy to poprzednim razem).Idziemy dalej,skręcając w prawo podążamy ku górze wśród kosodrzewin.Maszerujemy w dalszym ciągu pod górę podziwiając po lewej w dole kocioł Małej i Wielkiej Świstówki w Dolinie Miętusiej,pod nami przechodzą korytarze Jaskini Miętusiej jednej z najdłuższych w Tatrach.Jeszcze kilkanaście minut marszu i jesteśmy na Chudej Przełączce.Czas na drugą przerwę,trzeba się trochę posilić przy imponującym widoku na Tatry Zachodnie.Tu dołącza do nas zielony szlak z Doliny Tomanowej.To też tutaj poprzednim razem musieliśmy zakończyć naszą wędrówkę na Czerwone Wierchy,ale tym razem pogoda nam nie przeszkodzi,jest pięknie.Zaczynamy ostatni odcinek podejścia,pierwsze dwadzieścia minut ostro w górę a potem w miarę łagodnie i po godzinie od Chudej Przełączki meldujemy się na Ciemniaku.Jest hura! udało się w końcu,niesamowite zadowolenie i zapierające dech  w piersiach widoki.Trzeba zrobić całą sesję zdjęciową,trochę posiedzieć i porozmawiać z innymi ludźmi i nacieszyć się osiągnięciem pierwszego z czterech szczytów.Ruszamy w stronę Krzesanicy,po kwadransie jesteśmy na najwyższym ze szczytów Czerwonych Wierchów na wysokości 2122 m n.p.m.Maszerujemy teraz na Małołączniak na którym są poustawiane przez turystów liczne kopczyki z kamieni.Schodząc z Małołączniaka natrafiliśmy na pas śniegu,oczywiście Robert musiał skorzystać z okazji aby nas obrzucić śnieżkami ( ale miał frajdę śniegiem w rodziców w środku lata).Ktoś inny lepi mini bałwana,robimy sobie wzajemnie zdjęcia jest super atmosfera ale czas ruszać dalej,mamy jeszcze kawał drogi do przejścia.Przed nami ostatnie podejście,tym razem na najniższy szczyt w grupie Czerwonych Wierchów,Kondracką Kopę.Z ostatniego wierchu schodzimy żółtym szlakiem gdyż postanowiliśmy skorzystać z dobrej pogody i pójść na Giewont ponieważ Marta z Robertem jeszcze nigdy na nim nie byli.Przy schodzeniu ,,odezwała się" niestety moja stopa,która już mocno mi doskwierała od jakiegoś czasu ( mój błąd,kupiłem nowe buty ).Za pomocą starej mapy zrobiłem sobie podpiętkę do buta.Myślę,że gdyby nie pomoc mapy miałbym duży problem z zejściem z Kondrackiej Kopy.Dochodzimy do Kondrackiej Przełęczy i patrząc na kolejkę do szczytu Giewontu i słysząc relacje innych ile czasu trzeba tam stać,rezygnujemy po raz kolejny.Czas do domu,niebieskim szlakiem dość sprawnie docieramy do schroniska na Hali Kondratowej.Tu musimy a raczej ja muszę dać trochę odpocząć mojej stopie.Lecz nie ma co za długo siedzieć i czas ruszać dalej,niebieskim szlakiem docieramy do Kuźnic.Wycieczka na Czerwone Wierchy  była niesamowita,wspaniałe widoki  i nasze pierwsze wspólnie zdobyte dwutysięczniki.Po takiej wyprawie mamy ochotę na więcej ale o tym następnym razem:)



















































































Brak komentarzy:

Prześlij komentarz